Podbój Rusi przez Mongołów, zwanych u nas popularnie Tatarami, dokonany w latach 1237 – 1240, spowodował groźbę ich ekspansji i najazdów na kolejne państwa europejskie, przede wszystkim Polskę i Węgry.

 

W 1241 r. Mongołowie ruszyli w pogoń za zbiegłymi na Węgry Połowcami, docierając do Europy Środkowej. Główne oddziały podążyły wprawdzie na Węgry, ale w celu odcięcia króla węgierskiego od posiłków polskich część armii mongolskiej skierowała się na Polskę i przez Sandomierz, Wiślicę oraz Kraków podążyła na Śląsk. Próba powstrzymania najeźdźców przez rycerstwo małopolskie pod Chmielnikiem i Turkiem zakończyła się klęską.

 

Po spustoszeniu stolicy Małopolski, Krakowa, wódz tatarski Batu Chan z całym swym wojskiem wyruszył na Wrocław, dowiedziawszy się, że jest to jedno z najbogatszych miast w Polsce. W okolicach Raciborza przeprawiły się tatarskie oddziały przez Odrę, a choć pierwszy zagon najeźdźcy został rozbity przez księcia opolskiego Mieszka Kazimierzowicza, to jednak główna armia tatarska pokonała go pod Opolem. Wówczas Mieszko udał się wraz ze swoimi ludźmi do Legnicy pod opiekę swego krewniaka, księcia Henryka II.

 

Na wieść o przekroczeniu przez Tatarów rzeki Odry we Wrocławiu zapanowała panika. Prawie cała ludność miasta uszła na zachód, wywożąc ze sobą wszystko, co wartościowe. Został tylko zamek, a w nim dzielna załoga Henryka Pobożnego. Obrońcy zamku, widząc, że miasto wyludniło się, zagarnęli resztę żywności i puste domy spalili, aby nie dać wrogowi możliwości schronienia się. Barbarzyńcy, znalazłszy Wrocław w ruinie, przystąpili co rychlej do oblężenia zamku. Wśród obrońców był również przeor wrocławskiego klasztoru św. Wojciecha, brat Czesław, ze sławnej rodziny, Odrowążów.

Dowódcy tatarscy, dowiedziawszy się od jeńców, że w pobliskiej Legnicy zebrały się ogromne tłumy wraz ze swym dobytkiem i że tam także przebywa książę tych ziem, postanowili splądrować i to miasto. Niszcząc po drodze wszystko, co napotkali, ruszyli ku owym gromadom, zmierzającym ku Legnicy, by u księcia Henryka znaleźć ratunek. Także stara księżna Jadwiga uszła z klasztoru w Trzebnicy i wraz z synową Anną zatrzymała się w Krośnie Odrzańskim, czekając tam na dalszy bieg wypadków.

 

W tym czasie Henryk zgromadził potężne siły. Przybyło rycerstwo ze Śląska, napłynęli uciekinierzy z głębi Polski. Sprowadzono kilkuset górników z kopalń złotoryjskich i wielu chłopów z włości Henryka. Ze swych kas wyciągnął także książę ostatnie pieniądze na żołd dla wojska. Z pomocą pospieszyli krzyżowcy, gdyż już na długo przed najazdem Tatarów zapowiadano wyprawę krzyżową przeciwko poganom. Zjawił się również w obozie późniejszy wielki mistrz krzyżacki, Poppo von Ostern, wraz z braćmi swego zakonu, by walczyć z wrogiem chrześcijaństwa. Przybyli wreszcie ze swymi oddziałami Mieczysław książę opolski, Bolesław margrabia morawski, zwany Szepiotką, siostrzeniec Henryka Pobożnego.

 

Patrząc na tak liczne zastępy, Henryk Pobożny za nic sobie miał poprzednie klęski Polaków pod Turskiem i pod Chmielnikiem. W wojsku panował dobry nastrój, a sam książę zachęcał rycerstwo do walki, mówiąc, że „większej wagi i główniejsze było takie zwycięstwo, gdzie przez śmierć ciała pozyskiwało się tryumf ducha, ze prawdziwszy to tryumf, trwalsza zapewniający chwałę jemu samemu i rycerstwu jego, gdy za wiarę i religię chrześcijańską szczęśliwie polegnie, niż gdyby po otrzymanym zwycięstwie zachowali się przy życiu, a splamili, jaką niesławą”.

 

Wielką masę ludzi trudno było utrzymać wewnątrz obwarowanego miasta, toteż Henryk postanowił wyprowadzić ich na otwarty teren, by móc lepiej rozwinąć szyki bojowe. Długosz podaje, że gdy książę na czele swych wojsk opuszczał Legnicę, w świetną przybrany zbroje, z wierzchołka wieży kościoła Marii Panny, gdzie dnia poprzedniego odprawiano uroczyste nabożeństwo za pomyślność wyprawy, kamień znaczny spadając omal nie zgruchotał księciu czaszki. Obecni przy tym za złą wróżbę poczytali ów przypadek i sądzili, że książę niechybnie dozna klęski w walce z Tatarami.

Tuż za miastem, na szerokiej równinie, książę uszykował swe wojsko, czekając na nieprzyjaciela. Armie podzielono na cztery zastępy. Do pierwszego należeli krzyżowcy, czyli luźni ochotnicy z rozmaitych narodów oraz górnicy z kopalń w Złotoryi. Dowodzi nimi książę Bolesław, syn margrabiego morawskiego. Drugi oddział składał się głównie z Krakowian i rycerstwa wielkopolskiego pod wodza Sulisława, brata wojewody krakowskiego Włodzimierza. W skład trzeciego zastępu wchodziło rycerstwo opolskie z księciem opolskim Mieczysławem na czele. Rycerstwo krzyżackie pod dowództwem Poppona stanowiło czwarty zastęp, a sam książę Henryk prowadził najbardziej wyborowy i najlepiej uzbrojony oddział zaciężnych żołnierzy. Wbrew więc temu, co wypisują niemieccy historycy, jakoby tylko Niemcy stawiali czoło najazdowi tatarskiemu na Śląsku, tych Niemców było bardzo mało. Stanowili oni raczej uzupełnienie rycerstwa polskiego i śląskiego, które jeszcze wówczas było w przeważającej mierze polskie.

 

Przeciw tej armii wystawili Tatarzy również pięć oddziałów, przewyższających wojsko polskie siłą i liczebnością wojowników. Do spotkania doszło w dniu 9 kwietnia 1241 r. w odległości jednej mili w kierunku południowo-wschodnim od miasta, gdzie dziś wznoszą się mury klasztoru w Legnickim Polu. Walka rozgorzała na tak zwanym Dobrym Polu, na szerokiej równinie, ograniczonej niewielkimi wzgórzami, a od strony północno-zachodniej przeciętej rzeczką Kaczawą. Z rozkazu księcia Henryka rozpoczął walkę oddział krzyżowców i górników. Z wielka gwałtownością ruszyli do ataku i przebiwszy się kopiami przez pierwsze szyki Tatarów, poczęli mężnie posuwać się naprzód, ale gdy potem przyszło do ręcznej rozprawy, krzyżowcy i cudzoziemscy rycerze zaczęli się chwiać, głównie pod naporem łuczników tatarskich, którzy, rażąc z bliska strzałami, nie dopuszczali do tego, by inne oddziały wojsk polskich przyszły z pomocą zagrożonym. Gdy zaś wielu wybitnych rycerzy poległo od strzał tatarskich, miedzy innymi Bolesław, syn margrabiego morawskiego i Henryka Pobożnego cioteczny brat, reszta przerzedzonego oddziału pierzchła do głównego obozu Polaków. Wówczas książę Henryk rzucił dla wsparcia łamiących się szeregów dwa zastępy wojsk, dowodzone przez Mieczysława opolskiego i rycerza Sulisława. Pod osłona strzał z polskich kusz posiłki z całym impetem natarły na Tatarów i zmusiły ich do ucieczki.

 

Gdy już przewaga wojsk chrześcijańskich zaczęła się coraz wyraźniej uwydatniać, jeden z Tatarów, prawdopodobnie ruskiego pochodzenia, wypadł rzekomo przed swe oddziały i zaczął nawoływać po polsku do ucieczki. Ten głos przeraził polskich wojowników, szczególnie księcia opolskiego Mieczysława, który poczytał owo nawoływanie za ostrzeżenie z ust rodaka i wraz ze swymi ludźmi zaczął uciekać z placu boju, dając zły przykład reszcie walczących.

 

Henryk Pobożny, zobaczywszy, co się dzieje, z wielka żałością zawołał, że stało się nieszczęście. Nie załamał się jednak, lecz wyprowadził cały zastęp najdzielniejszych ludzi, natarł z nimi na oddziały tatarskie, rozgromił je i w końcu zmusił do ucieczki. Wtedy i Tatarzy rzucili do walki ostatni rezerwowy oddział, w którym znajdował się sam Batu chan.

 

Ale i ten napór dzielnie wytrzymali Polacy. Pogańskie szyki zaczęły się już łamać, zanosiło się na wygraną wojsk księcia śląskiego, gdy wtem zdarzyła się rzecz nieoczekiwana. Oto w szeregach wroga ukazała się chorągiew ogromnej wielkości, na której widniał wymalowany znak X, a na samym wierzchołku zatknięta była potwornie szpetna głowa. W pewnej chwili, z jej ust buchnęła jakaś para, a potem dym gęsty i tak smrodliwy, że od tej woni mdlały wojska polskie, cofając się z przerażeniem.

 

Dokonawszy tej sztuki, Tatarzy ruszyli z nowym impetem do boju i krzycząc przeraźliwie zaczęli wypierać coraz to dalej oddziały księcia Henryka. Coraz więcej rycerzy uciekało w popłochu, jedynie książę Henryk walczył nadal dzielnie, a wraz z nim najbliższe jego otoczenie. Ale i ta grupa malała bądź przez ucieczkę lękliwszych, bądź przez śmierć bardziej odważnych. W końcu koło księcia pozostało czterech tylko rycerzy: Sulisława, brat bohaterskiego wojewody krakowskiego, który poległ pod Chmielnikiem, Klemens wojewoda głogowski, Konrad Kondratowicz i Jan Iwanowicz.

 

Ci najwierniejsi pragnęli ocalić, jak kiedyś w Gąsawie ocalił jego ojca sławny rycerz Peregryn. Zdając sobie sprawę, co by się stało, gdyby Książe zginął w boju, rycerze ci siłą uprowadzili go z placu boju. Wydawało się już, ocalenie będzie możliwe, gdy wtem pod Henrykiem zaczął kuleć koń, który w czasie bitwy odniósł rany i teraz postępował krok za krokiem. Za uchodzącymi w pogoń rzucili się Tatarzy, a poznawszy księcia po zbroi, z wielką zaciekłością rzucili się na niego i towarzyszących mu rycerzy. Wprawdzie Jan Iwanowicz zdołał wyszukać księciu w wirze walki innego konia, było już jednak za późno. Obskoczyła Henryka tak wielka chmara Tatarów, że pozostała mu tylko walka na śmieć i życie. Atakowany przez dziesiątki wojowników tatarskich bronił się z wielkim męstwem. Ale gdy wzniesionym do cięcia prawym ramieniem chciał ugodzić najbliższego Tatara, nagle drugi pchnął go dzidą pod pachę. Zachwiał się pod tym ciosem Henryk i runął z konia na ziemię. Tatarzy z dzikim wyciem porwali ciało żyjącego jeszcze księcia, odciągnęli na odległość dwu rzutów z kuszy i tam dopiero, bezpieczni od jakiejkolwiek próby odbicia rannego, ucięli mu głowę i zatknąwszy ją na drzewcu, podnieśli do góry, by osłabić ostatecznie ducha walczących jeszcze wojowników polskich,. Ciało księcia, odarte ze zbroi i szat pozostało na polu. Wraz z nim, walcząc do ostatka, zginęli inni dzielni rycerze, jak wspomniany już Sulisław, Klemens – wojewoda głogowski, Konrad Kondratowicz, Stefan z Wierzbna i jego syn Jędrzej, Klemens z Pełcznicy – syn Jędrzeja, Tomasz Piotrowicz, Piotr Kuza i wielu innych. Z pola walki zdołał jedynie zbiec Jan Iwanowicz, który, goniony przez dziesięciu Tatarów, ośmiu z nich trupem położył, a jednego żywcem wziął do niewoli. Ocalał także książę Mieczysław opolski, uszedłszy wraz z garstką swych rycerzy do zamku legnickiego.

 

Po rozgromieniu wojsk chrześcijańskich Tatarzy, zebrawszy łupy z pobojowiska, ruszyli pod zamek legnicki. Wieźli z sobą ponoć dziewięć wozów ludzkich uszu, wyszedł bowiem rozkaz od dowództwa tatarskiego, żeby dla sprawniejszego i pewniejszego liczenia poległych w walce chrześcijan odciąć każdemu poległemu ucho. Przed tymi wozami niesiono na wysokiej włóczni głowę księcia Henryka Pobożnego.

 

Podstawiwszy pod mury, zażądali Tatarzy przez tłumacza natychmiastowego poddania się, ale dzielna załoga wzmocniona posiłkami spośród uciekinierów, odrzekła mężnie, że „za jednego poległego wodza mieli dość innych wodzów w synach walecznego Henryka”. Najeźdźcy nie chcieli tracić czasu na długie oblężenie, rozbiegli się wiec po okolicy, niszcząc, paląc i rabując, co się dało. Po kilku dniach wyruszyli na południowy wschód, do Otmuchowa, a potem przez Racibórz wtargnęli na Morawy.

 

Po ustąpieniu Tatarów ocalała ludność uznała za pierwszy swój obowiązek odpowiednie pogrzebanie wielkiej liczby poległych rycerzy. Najtrudniej było z uroczystym pogrzebem księcia Henryka Pobożnego, głowę bowiem zabrali Tatarzy, a po samym tylko ciele trudno było poznać zabitego władcę, tym bardziej że Tatarzy z reguły prawie wszystkich znaczniejszych wojowników obdzierali do naga, jako że zbroja i szaty stanowiły dla nich cenny łup. O kilkudniowych daremnych próbach odnalezienia zwłok księcia przyszła szukającym z pomocą księżna Anna, wdowa po zabitym, twierdząc, że jej mąż miał sześć palców u lewej nogi. Ta wskazówka ułatwiła znalezienie ciała, które z wielką czcią sprowadzono do Wrocławia i pochowano w kościele św. Franciszka, w środku chóru, ufundowanego przez księcia na krótko przed klęską. W tymże kościele złożono zwłoki najwierniejszych towarzyszy Henryka. Żałoba po nim wśród najbliższej rodziny i wśród poddanych trwały cały rok.

 

Jedynie tylko matka księcia Jadwiga, nie rozpaczała podobnie jak to było po śmierci męża, nie tyko potrafiła opanować rozpacz, ale nawet innych, na przykład swoją synową Annę, strofowała za zbytnia żałość. Zwierzała się też swym bliskim, że „choć wolałaby syna oglądać nadal w tym jego ziemskim i nietrwałym bytowaniu zdrowym, to jednak raduje się, że przez krew wylaną dla Boga wrócił na łono Stwórcy, któremu i ona, niegodna, swą duszę z pokorą poleca”. Zwłoki innych rycerzy pochowane zostały na miejscu stoczonej bitwy, a dla ich uczczenia wystawiono tam kościół.

 

Echa klęski pod Legnicą dotarły daleko na zachód Europy wzbudzając wszędzie podziw dla męstwa Polaków, a jednocześnie przestrach przed dalszymi zagonami Tatarów. Wielkie wrażenie uczyniła ta klęska zwłaszcza w Rzymie, na dworze papieskim, gdzie ogłoszono powszechną krucjatę przeciwko Tatarom.

 

Wybrane bitwy średniowieczne